RZUTZA3.PL EUROPEJSKIE ROZGRYWKINIESAMOWITE-WIDOWISKO-W-BERLINIE-BARCA-WYGRYWA-Z-ALBA

Niesamowite widowisko w Berlinie! Barça wygrywa z Albą!

08/03/2025 23:37
albaberlin.de

W piątek wieczorem na niemieckiej Uber Arenie w ramach 28 kolejki rozgrywek najlepszej europejskiej koszykówki odbył się mecz lokalnych albatrosów z Berlina jak i popularnej szczególnie z piłki nożnej, niemniej jednak również niesamowicie silnej koszykarsko FC Barcelonie. To przyjezdni zawodnicy z Barcelony zdecydowanie przyjęli rolę faworyta, i z uwagi na walkę o playoffy Euroligi cel mieli jeden - wygrać spotkanie w Berlinie. Przeszkadzać jednak miała im nieobecność kilku ważnych elementów zespołu, tj. Kevin Punter czy Jan Vesely. Albatrosy natomiast raczej nie robili sobie już wielkich nadziei jeśli mowa o kontynuacji zmagań w Eurolidze. Podeszli do tego meczu rzecz jasna chcąc wygrać, natomiast potencjalne zwycięstwo nie wpłynęłoby za bardzo na fakt, że są obecnie ostatni w tabeli. Czynnikiem który jednak sprawiał, że gracze Alby dawali z siebie wszystko aby wygrać owe spotkanie była niesamowicie liczna publiczność która tego dnia przybyła do Uber Areny, bowiem mowa tu o ponad 13-stu tysiącach kibiców. Mieliśmy okazję uczestniczyć w tym spotkaniu jako dziennikarze i doświadczyć tak niesamowicie licznej i zaangażowanej publiki na własnej skórze.

W piątek wieczorem na niemieckiej Uber Arenie w ramach 28 kolejki rozgrywek najlepszej europejskiej koszykówki odbył się mecz lokalnych albatrosów z Berlina jak i popularnej szczególnie z piłki nożnej, niemniej jednak również niesamowicie silnej koszykarsko FC Barcelonie. To przyjezdni zawodnicy z Barcelony zdecydowanie przyjęli rolę faworyta, i z uwagi na walkę o playoffy Euroligi cel mieli jeden - wygrać spotkanie w Berlinie. Przeszkadzać jednak miała im nieobecność kilku ważnych elementów zespołu, tj. Kevin Punter czy Jan Vesely. Albatrosy natomiast raczej nie robili sobie już wielkich nadziei jeśli mowa o kontynuacji zmagań w Eurolidze. Podeszli do tego meczu rzecz jasna chcąc wygrać, natomiast potencjalne zwycięstwo nie wpłynęłoby za bardzo na fakt, że są obecnie ostatni w tabeli. Czynnikiem który jednak sprawiał, że gracze Alby dawali z siebie wszystko aby wygrać owe spotkanie była niesamowicie liczna publiczność która tego dnia przybyła do Uber Areny, bowiem mowa tu o ponad 13-stu tysiącach kibiców. Mieliśmy okazję uczestniczyć w tym spotkaniu jako dziennikarze i doświadczyć tak niesamowicie licznej i zaangażowanej publiki na własnej skórze.

Pierwsza połowa

Pierwsza połowa

Mecz w Berlinie rozpoczął się dość niespodziewanie, bowiem na początku to Albatrosy wyszły na prowadzenie. Grali oni bowiem swój basket, który charakteryzuje się bardzo szerokim rozciąganiem gry, dużą ilością ruchu bez piłki a także wykorzystaniem prędkości i finezji z jaką obwodowi gracze tacy jak Matt Thomas, Martin Hermannsson czy Matteo Spagnolo są w stanie wykańczać akcje przez przestrzeń, jaką sobie tworzą i jaką tworzy im ruch zawodników bez piłki. Z początku wychodziło to bardzo dobrze, choć to jednak dzięki zawodnikom podkoszowym takim jak Yanni Wetzell czy David McCormack. Katalończycy bowiem niespecjalnie dobrze kryli strefę podkoszową co skrupulatnie wykorzystywali wysocy gospodarzy, do których piłkę nieustannie słali obwodowi, a wówczas najczęściej takimi kluczowymi podaniami wyróżniał się startujący point guard Albatrosów jakim był William McDowell-White. Pierwszą kwartę nieznacznie wygrały Albatrosy, a FC Barcelona musiała przemyśleć swoje schematy defensywne, a także nabrać rozpędu w ataku. I to właśnie pod znakiem takiego powolnego rozpędzania się Katalończyków w ofensywie stanęła druga kwarta tego spotkania. Co ważne, to w tej kwarcie zaktywizować musieli się obwodowi Albatrosów, których niestety rzuty raczej nieczęsto wpadały. Czemu tak? Ponieważ Willy Hernangomez (MVP EuroBasketu 2022) oraz Chimezie Metu coraz częściej łapali środkowych Alby na wbiegach pod kosz i ustawiali się z wewnętrznej strony co pozwalało im lepiej reagować w obronie, niż próbować przechwytywać znakomite podania z obwodu. Połowa ta skończyła się wynikiem 39-41 dla gości, i choć wynik był bliski toteż FC Barcelona zaczynała nabierać rozpędu podczas gdy Alba raczej grała sprawdzonymi zagrywkami, stającymi się coraz bardziej czytelnymi dla graczy ze stolicy Katalonii.

Mecz w Berlinie rozpoczął się dość niespodziewanie, bowiem na początku to Albatrosy wyszły na prowadzenie. Grali oni bowiem swój basket, który charakteryzuje się bardzo szerokim rozciąganiem gry, dużą ilością ruchu bez piłki a także wykorzystaniem prędkości i finezji z jaką obwodowi gracze tacy jak Matt Thomas, Martin Hermannsson czy Matteo Spagnolo są w stanie wykańczać akcje przez przestrzeń, jaką sobie tworzą i jaką tworzy im ruch zawodników bez piłki. Z początku wychodziło to bardzo dobrze, choć to jednak dzięki zawodnikom podkoszowym takim jak Yanni Wetzell czy David McCormack. Katalończycy bowiem niespecjalnie dobrze kryli strefę podkoszową co skrupulatnie wykorzystywali wysocy gospodarzy, do których piłkę nieustannie słali obwodowi, a wówczas najczęściej takimi kluczowymi podaniami wyróżniał się startujący point guard Albatrosów jakim był William McDowell-White. Pierwszą kwartę nieznacznie wygrały Albatrosy, a FC Barcelona musiała przemyśleć swoje schematy defensywne, a także nabrać rozpędu w ataku. I to właśnie pod znakiem takiego powolnego rozpędzania się Katalończyków w ofensywie stanęła druga kwarta tego spotkania. Co ważne, to w tej kwarcie zaktywizować musieli się obwodowi Albatrosów, których niestety rzuty raczej nieczęsto wpadały. Czemu tak? Ponieważ Willy Hernangomez (MVP EuroBasketu 2022) oraz Chimezie Metu coraz częściej łapali środkowych Alby na wbiegach pod kosz i ustawiali się z wewnętrznej strony co pozwalało im lepiej reagować w obronie, niż próbować przechwytywać znakomite podania z obwodu. Połowa ta skończyła się wynikiem 39-41 dla gości, i choć wynik był bliski toteż FC Barcelona zaczynała nabierać rozpędu podczas gdy Alba raczej grała sprawdzonymi zagrywkami, stającymi się coraz bardziej czytelnymi dla graczy ze stolicy Katalonii.

Druga połowa

Druga połowa

Druga połowa rozpoczęła się dość ciekawie, bowiem gdy zawodnicy drużyny gości znaleźli swój sposób na grę Albatrosów przez centrów, to ci zaczęli coraz częściej stawiać na graczy obwodowych w wykańczaniu akcji. W trzeciej kwarcie wychodziło to naprawdę obiecująco, i to właśnie dzięki swojej niesamowitej umiejętności do kreowania przestrzeni gracze tacy jak Matteo Spagnolo pociągneli gospodarzy w tej kwarcie, cały czas nie odbiegając znacznie wynikiem od rozpędzającej się FC Barcelony. Goście natomiast zaczęli łapać wiatr w żagle. W ofensywie królowała jednak legenda europejskiej koszykówki, Tomas Satoransky który na rozegraniu stawał się dla obrońców Alby nieprzewidywalny. Przede wszystkim zgranie, jakie prezentowali Tomas Satoransky i Willy Hernangomez zasługuje na swoje 5 minut. Panowie byli nie do zatrzymania. Pod koszem Willy Hernangomez zwojował swoje - 15 punktów na całkiem dobrej skuteczności 50% to i tak za mało jak na "ciasteczka", jakie zapodawał mu Satoransky. Ten bowiem bardzo energicznie sterując ruchem zawodników bez piłki tworzył tyle przestrzeni ile jego drużyna potrzebowała. I choć nie można odmówić defensywie Albatrosów zawziętości, to "pomysł" na ofensywę w rękach takiego zawodnika jak Tomas Satoransky wydawał się o klase wyższym niż ten, który prezentowali gospodarze. Wspomnieć należy tu także o bardzo dobrej skuteczności z obwodu graczy z Katalonii. Ci bowiem wykorzystali aż 10/22 (45%) swoich okazji na rzut z dystansu, co mocno przekładało się na wynik. Albatrosy z dużym trudem przeszli przez trzecią kwartę, często ratując wynik nieco bardziej bohaterskimi zagraniami swoich graczy niż poukładaną, zgrabną ofensywą. Nie sposób nie wspomnieć tu o wsadzie, jaki jeszcze pod koniec drugiej kwarty zapakował Gabriele Procida.

Druga połowa rozpoczęła się dość ciekawie, bowiem gdy zawodnicy drużyny gości znaleźli swój sposób na grę Albatrosów przez centrów, to ci zaczęli coraz częściej stawiać na graczy obwodowych w wykańczaniu akcji. W trzeciej kwarcie wychodziło to naprawdę obiecująco, i to właśnie dzięki swojej niesamowitej umiejętności do kreowania przestrzeni gracze tacy jak Matteo Spagnolo pociągneli gospodarzy w tej kwarcie, cały czas nie odbiegając znacznie wynikiem od rozpędzającej się FC Barcelony. Goście natomiast zaczęli łapać wiatr w żagle. W ofensywie królowała jednak legenda europejskiej koszykówki, Tomas Satoransky który na rozegraniu stawał się dla obrońców Alby nieprzewidywalny. Przede wszystkim zgranie, jakie prezentowali Tomas Satoransky i Willy Hernangomez zasługuje na swoje 5 minut. Panowie byli nie do zatrzymania. Pod koszem Willy Hernangomez zwojował swoje - 15 punktów na całkiem dobrej skuteczności 50% to i tak za mało jak na "ciasteczka", jakie zapodawał mu Satoransky. Ten bowiem bardzo energicznie sterując ruchem zawodników bez piłki tworzył tyle przestrzeni ile jego drużyna potrzebowała. I choć nie można odmówić defensywie Albatrosów zawziętości, to "pomysł" na ofensywę w rękach takiego zawodnika jak Tomas Satoransky wydawał się o klase wyższym niż ten, który prezentowali gospodarze. Wspomnieć należy tu także o bardzo dobrej skuteczności z obwodu graczy z Katalonii. Ci bowiem wykorzystali aż 10/22 (45%) swoich okazji na rzut z dystansu, co mocno przekładało się na wynik. Albatrosy z dużym trudem przeszli przez trzecią kwartę, często ratując wynik nieco bardziej bohaterskimi zagraniami swoich graczy niż poukładaną, zgrabną ofensywą. Nie sposób nie wspomnieć tu o wsadzie, jaki jeszcze pod koniec drugiej kwarty zapakował Gabriele Procida.

(59 sekunda powyższego wideo)

(59 sekunda powyższego wideo)

Niestety dużą weryfikacją różnicy klas szczególnie na rozegraniu okazała się czwarta kwarta. Czwartą kwartę niestety przede wszystkim przespali obwodowi Alby. Ci, którzy w poprzedniej kwarcie utrzymywali wynik w ryzach (skończyła się wynikiem 64-66) wówczas zawodzili najbardziej. Nietrafione rzuty, straty. To wszystko zadecydowało o tym, że FC Barcelona bez większych problemów mecz ten wygrała. Co prawda - punkty w tej kwarcie spadały z nieba, sypały się jak gdyby obrony wcale nie było, choć tego powiedzieć nie można. Finezja, z jaką Tomas Satoransky wykorzystywał kolejne posiadania do posyłania "ciasteczek" do Willy'ego Hernangomeza, Jabariego Parkera czy Dario Brizueli wydawała się nie do doścignięcia przez Albatrosów w obliczu nieefektywnych obwodowych. Próbowali ponownie zatem grać przez centrów, co już nie wychodziło tak jak na początku meczu. FC Barcelona wygrała wynikiem 85-99 wchodząc na 9 lokatę w tabeli, Alba natomiast z wynikiem 4-24 i nadchodzącym terminarzem mogła właśnie definitywnie ucementować swoją pozycję w tabeli Euroligi do końca jej tegorocznych rozgrywek na niestety - ostatnim miejscu.

Niestety dużą weryfikacją różnicy klas szczególnie na rozegraniu okazała się czwarta kwarta. Czwartą kwartę niestety przede wszystkim przespali obwodowi Alby. Ci, którzy w poprzedniej kwarcie utrzymywali wynik w ryzach (skończyła się wynikiem 64-66) wówczas zawodzili najbardziej. Nietrafione rzuty, straty. To wszystko zadecydowało o tym, że FC Barcelona bez większych problemów mecz ten wygrała. Co prawda - punkty w tej kwarcie spadały z nieba, sypały się jak gdyby obrony wcale nie było, choć tego powiedzieć nie można. Finezja, z jaką Tomas Satoransky wykorzystywał kolejne posiadania do posyłania "ciasteczek" do Willy'ego Hernangomeza, Jabariego Parkera czy Dario Brizueli wydawała się nie do doścignięcia przez Albatrosów w obliczu nieefektywnych obwodowych. Próbowali ponownie zatem grać przez centrów, co już nie wychodziło tak jak na początku meczu. FC Barcelona wygrała wynikiem 85-99 wchodząc na 9 lokatę w tabeli, Alba natomiast z wynikiem 4-24 i nadchodzącym terminarzem mogła właśnie definitywnie ucementować swoją pozycję w tabeli Euroligi do końca jej tegorocznych rozgrywek na niestety - ostatnim miejscu.

Punktowali: Alba Berlin:

Punktowali:

Alba Berlin:

Yanni Wetzell 15, Matt Thomas 12, David McCormack 11, Martin Hermannsson 9, Gabriele Procida 8, Matteo Spagnolo 8, Justin Bean 5, Elias Rapieque 5, William McDowell-White 4, Robert Baker 4, Louis Olinde 2, Malte Delow 2

Yanni Wetzell 15, Matt Thomas 12, David McCormack 11, Martin Hermannsson 9, Gabriele Procida 8, Matteo Spagnolo 8, Justin Bean 5, Elias Rapieque 5, William McDowell-White 4, Robert Baker 4, Louis Olinde 2, Malte Delow 2

FC Barcelona:

FC Barcelona:

Jabari Parker 21, Willy Hernangomez 15, Dario Brizuela 13, Youssoupha Fall 15, Chimezie Metu 11, Tomas Satoransky 9, Joel Parra 9, Justin Anderson 5, Elhadji Dame Sarr 3

Jabari Parker 21, Willy Hernangomez 15, Dario Brizuela 13, Youssoupha Fall 15, Chimezie Metu 11, Tomas Satoransky 9, Joel Parra 9, Justin Anderson 5, Elhadji Dame Sarr 3